RECENZJA: Adele -25

Kiedy wyszło na jaw, że Adele wreszcie po czterech latach szykuje się do wydania swego trzeciego krążka wszędzie zawżało. Wielu czekało na to i wreszcie się doczekało. Ja byłam jedną z tych osób, ale nie reagowałam histerią. 25 stał się najbardziej wyczekiwanym albumem tego roku. Sama panna Adkins skomentowała swoją nieobecność słowami „Takie jest życie”. Czy następca 21 jest godny tak wielkiego zainteresowania?

 

Pierwszą piosenką jest znany już na pewno wszystkim singiel Hello, który wciąż pobija rekordy i zajmuje pierwsze miejsce na listach w wielu krajach. Nic dziwnego. Jest to subtelna ballada pełna emocji. Wprost magiczna. Zaczyna się ona delikatną grą na pianinie i słowami  „Hello, it’s me. I was wondering if after all these years you’d like to meet”  i wygląda to jakby artystka witała się z fanami po dłuższym czasie. Za pierwszym razem piosenka do mnie nie trafiła, ale przeszły przez moje ciało ciarki a potem z każdym odsłuchem dostrzegłam jej piękno.

Bardziej wesołym rytmem zaczyna się Send My Love, chociaż jest ona o rozstaniu. Bije od niej pozytywna energia pokazująca, że mimo złych przeżyć wokalistka jest silną babką. W subtelny sposób Adele pokazuje, że ma faceta, o którym śpiewa, gdzieć. Szybka linia muzyczna pozwala odskoczyć na chwilę od tych wolniejszych propozycji. Można by przy niej nawet trochę poskakać. Jednak radość szybko się kończy i dostajemy kolejną balladę okraszoną mrokiem w postaci I Miss You. Jest to jeden z najlepszych utworów znajdujących się na albumie. Mocny wokal, który czasem brzmi jakby należał do ducha (wiem, dziwne skojarzenie), perkusja i te chórki w tle… po prostu sama słodycz. Remedy także należy do moich ulubionych. I znów, króluje instrument w postaci pianina. Bije od niego wiele smutku, który potrafi przeszyć na wskroś .

When the pain cuts you deep
When the night keeps you from sleeping
Just look and you will see
That I will be your remedy
When the world seems so cruel
And your heart makes you feel like a fool
I promise you will see
That I will be, I will be your remedy

W stylu lat 80 dostajemy Under The Bridge. Gdybym miała wyłonić z tego wszystkiego faworyta, to bez wątpienia zostałaby nim kompozycja River Lea. W prost zakochałam się w niej od pierwszego usłyszenia. Prosty refren szybko pozostaje w głowie. W Love In The Dark tym razem połączono grę na pianinie wraz ze smyczkami, co dało po prostu piękny efekt.

Nie przypadł mi do gustu All I Ask, choć nie uważam, że jest zły. Drażni tu ucho i odrobinę męczy głos Brytyjki. Trochę z nim przesadziła. Mieszane uczucia mam też do Sweetest Devotion.

Nie potrafię wskazać tych najgorszych utworów, bo… takich nie ma. Każdy ma w sobie „to coś”. Album jest bardzo spójny, dojrzały no i bezpieczny. Czy sama tego oczekiwałam co się na nim znajduje? Nie wiem. Nie potrafię tego określić. Do wersji lirycznej też nie mogę się przyczepić. A wokal… no cóż, Adele jak zawsze czaruje nim słuchacza. Przyznam, że osobiście mam słabość do brytyjskiego akcentu.

Niektórym może się ta płyta wydawać nudna. Szczerze powiedziawszy ja też tak na początku myślałam, ale później zaczęłam patrzeć na nią z innej strony. Doceniłam w niej prostotę. Wprost idealna na jesienne wieczory, kiedy człowiek chce po prostu zrelaksować się przy dobrej muzyce. Taką płytę dostaliśmy od Adele. Nie ma tu zbyt dużego szaleństwa. Czasem czuje się potrzebę na rytmy w zwolnionym tempie, bo ile można słuchać radiowych łupanek? Lepiej poddać się romantyzmowi, tak rzadkiemu w naszych czasach.

Moim zdaniem jest to jeden z najlepszych, najprzyjemniejszych albumów wydanych w tym roku. Adele jest po prostu sobą i nie udaje nikogo. Nie wymachuje tylkiem przed ekranem. Ona nie musi tego robić, by zwrócić na siebie uwagę. Jej muzyka broni się sama. Dziś nieczęsto można trafić na kogoś takiego. Cóż…każdy ma inne priorytety w życiu. I tak zdobył moją duszę i serce. Jednak mym numerem jeden od piosenkarki wciąż pozostaje 21. I z niecierpliwością czekam na kolejną.

Najlepsze: River Lea, Hello, Remedy, I Miss You, Love In The Dark
Najgorsze: Brak
Ocena: Star_full.svgStar_full.svgStar_full.svgStar_full.svgStar_full.svg11px-Star_empty.svg

Reklamy

24 uwagi do wpisu “RECENZJA: Adele -25

  1. No tak, głównym atutem Adele jest to, że nie potrzebuje całej otoczki show. Wystarczy jej pianino, mikrofon i zachwyca.
    Album świetny, myślę, że jeden z najlepszych tego roku 🙂

    Polubienie

  2. Czy ty czasem nie prowadziłaś kiedyś bloga ADELE-ZONE?

    Album jest dobry i mamy co do niego podobne zdanie. Moim numerem 1 jest bezsprzecznie „I Miss you”, ale „River Lea” czy „Hello” także zachwycają.

    Pozdrawiam, Namuzowani

    Polubienie

  3. Poświęcę jej weekend 🙂 Niedostępna na spotify, więc nie miałem jeszcze okazji. Fajna recenzja, nie spodziewałem się innych ocen niż pozytywne, nie pomyliłem się :p Oby kolejna płyta nie nosiła tytułu 29 🙂
    Zapraszam na http://lechartz.blogspot.com/ – w zestawie do głosowania oczywiście ‚Hello’

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s