RECENZJA: Nick Jonas – Last Year Was Complicated

Dosyć długo brałam się za pisanie tej recenzji, ponieważ szczerze powiedziawszy to nie miałam największej ochoty sięgać po raz kolejny za tą płytę. Już na samym początku pewnie się domyślacie, że jej ocena raczej nie będzie zbyt pozytywna. Nick Jonas przez ostatnie lata bardzo się rozkręcił. Wydaje singiel za singlem, pokazuje swoje walory w gazetach i wystąpił w jakimś tam serialu. Najbardziej jednak skupia się na swojej solowej karierze. Ponad miesiąc temu wydał kolejny album, którego tytuł Last Year Was Complicated może sugerować, że będzie to bardzo osobisty materiał. A gdzie tam. Ladies and gentlemen przedstawiam Wam jedną z porażek tego roku.

Jego imienny album bardzo przypadł mi do gustu i dlatego byłam ciekawa jego kolejnego kroku. Niestety, kiedy tylko usłyszałam pierwszy singiel Close czułam, że to nie będzie to. Gościnnie śpiewa w nim szwedzka wokalistka Tove Lo, za którą nie przepadam. Myślę, że był to komercyjny wybór, ponieważ ostatnio było dosyć głośno o niej. Co do piosenki… Jest moim zdaniem dosyć oklepana. Drugim singlem na chwilę został Chainsaw, ale tylko na chwilę, bo muzyk nagle zmienił zdanie. Sądzę, że jest o wiele lepszy od poprzednika, chociaż ma dosyć prostą i wolną linię melodyczną. Nie wiem dlaczego, ale wokalista trochę mi w nim przypomina Bieber’a.

Moim faworytem zdecydowanie jest Voodoo. Jest bardzo przyjemne. W refrenie – trochę jakby „nawiedzone”. Na długo zagości na mojej playliście. Atutem tutaj jest to, że przede wszystkim Nick nie jęczy tak bardzo jak w innych kawałkach. Swoim bitem przyciągnął mnie też The Difference przy którym można lekko się pobujać oraz zmysłowe Under You, które szczerze polecam. Na początku spodobał mi się też taneczny i szybki Comfortable lecz niestety dosyć szybko mi się znudził.

Mamy tutaj jeszcze dwa featuringi. Trochę gangsterskie Bacon wzbogacone o rap Ty Dolla $ign’a czy Good Girls z Big Seanem, które nadaje się idealnie na wakacje. Oba wydają się raczej bardzo płaskie, zrobione jakby na jedno kopyto – zresztą jak prawie wszystko. Nie potrafię natomiast słuchać Unhinged i Touch. Z pierwszego miała wyjść ładna ballada a wyszła kaszka manna. Co do drugiego to wkurzają mnie te gitarowe wstawki i okropny wokal. Z wielką przyjemnością je przełączam.

Z przykrością stwierdzam, że po przesłuchaniu wszystkich dwunastu kompozycji czuję się po prostu… zmęczona. Męczy mnie bardzo tutaj zbyt wysoki głos Nick’a. Czasem naprawdę ze swoim wokalem przesadza. Są to takie jęki, że aż chce się od razu wszystko wyłączyć. Poza tym nie ma tu nic ciekawego. Oczywiście coś dla siebie znalazłam, ale to za mało, bym dała temu wydawnictwu wysoką ocenę. Jest to dobry pop przemieszany z r&b, ale czasem chce się czegoś więcej. Dla niewymagających jest to na pewno dobra propozycja. Ja nie jestem wymagającą osobą, ale zawsze warto puścić sobie coś ciekawego. Kiedy słucha się tej płyty, czuć, że jest to tylko produkt, na który na pewno polecą nastolatki a nie coś bardziej ambitnego. Szkoda. Mam nadzieję, że przy następnym albumie coś się jednak zmieni.

Najlepsze: Voodoo, Under You, The Difference
Najgorsze: Close, Touch, Unhinged, Don’t Make Me Choose
Ocena: Star_full.svgStar_full.svg11px-Star_empty.svg11px-Star_empty.svg11px-Star_empty.svg11px-Star_empty.svg

Reklamy

20 uwag do wpisu “RECENZJA: Nick Jonas – Last Year Was Complicated

  1. Twoją recenzję zapisałam sobie w Pockecie, później ją przeczytam. Zaraz muszę spadać do pracy 🙂
    Być może oglądałaś „Zieloną milę”? Większość życia byłam nieświadoma, że to powstało na podstawie książki Kinga i chyba właśnie ona zmotywowała mnie do zapoznania się z jego twórczością. Aczkolwiek, pierwsza książka, którą miałam okazję przeczytać nie była tak świetna, jak właśnie „Zielona Mila” czy „Cujo”. Niestety do tej pory przeczytałam jego 4 czy 5 książek (w tym jeden zbiór 4 opowiadań), kolejna czeka na półce, ale nie wiem, kiedy do niej dotrę 🙂 W tym roku czytanie książek też mi jakoś słabo idzie.
    Uwielbiałam opowiadania o TH, chyba od nich w ogóle zaczęłam czytać. Pamiętam, że była jedna dziewczyna o nicku Atram, która pisała coś i bardzo mi się to podobało. Dziś nawet nie pamiętam adresu bloga (wiem tylko, że go usunęła).
    Nawet sama próbowałam o nich jedno napisać, ale najpierw skupiłam się na mojej bohaterce, jej zespole, bla, bla, bla i jakoś nie doszłam nawet do ich spotkania. A mogłabym napisać tak długie fanfiction jak „Moda na sukces”, do dziś moja bohaterka żyje w mojej głowie i ma się dobrze. Właściwie to chciałabym kiedyś to spisać.. .:) A do tego teraz czytam „Ostatnią spowiedź”, a jak zapewne wiesz, ta książka też była fanfiction o TH. Za jakiś czas postaram się zrecenzować tom II, który skończyłam czytać, teraz zabieram się za tom III 🙂
    Właściwie zawsze czytałam opowiadania o TH, US5, LaFee, Panik i Potterowskie 🙂

    U mnie nowy post, opinie o 4 filmach, zapraszam 🙂

    Polubienie

  2. Pamiętam go z burzą loków śpiewającego z braćmi „S.O.S.”. I chyba wciąż chcę go takiego pamiętać. 😛
    U mnie nowa notka, zapraszam i pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  3. Znam w całości tylko jego starą płytę „Who Am I” i szczególnie lubię tytułową piosenkę. Po jego kolejne wydawnictwa nie miałam okazji sięgnąć, być może kiedyś to zrobie, sama nie jestem aż tak wymagająca i lubię od czasu do czasu posłuchać czegoś, co obiektywnie nie jest dobre, to może i na tej płycie znalazłabym coś dla siebie? 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s