Rebeliantowe podsumowanie 2016

Kolejny rok minął niczym z bicza trzasnął. I znów jestem w szoku, jak tak czas szybko mija? 2016 to rok, w którym wiele się u mnie zmieniło. Ale nie o tym będę tu pisać. Jak na mnie przesłuchałam jeszcze więcej albumów niż w poprzednim, więc miałam sporo dylematów, co wybrać. Jakoś się udało. Uprzedzam, że to nie jest ranking. Kolejność nie ma znaczenia.

Przyznam szczerze, przekonałam się, że łatwiej jest krytykować, niż schlebiać. No chyba, że jesteś wykwalifikowanym kłamcą. 😀

Zapraszam do czytania.

 

Zaliczone koncerty: Rihanna
Znów tylko jeden, ale za to jaki! ANTI World Tour, fana jak ja, nie mogło ominąć. Tym razem gościłam na Wembley w Londynie. Zapach trawy (i to nie tej rosnącej na trawniku) unosił się w powietrzu, pełno ludzi w T-shirtach z podobizną Rychy. Normalnie Navy klimaty. I w tamtym momencie takiego czegoś mi brakowało, ponieważ mój stan psychiczny nie był w najlepszej kondycji. Jak tylko zobaczyłam piosenkarkę wszystkie smutki odeszły. Wspaniałe show. Bawiłam się świetnie. I o to właśnie na koncertach przecież chodzi.

Przeczytane książki: 30
W porównaniu z poprzednim rokiem, to bardzo mało, ale niestety teraz wiem jak to jest nie mieć czasu na przyjemności. Nareszcie dokończyłam sagę „Kwiatów na Poddaszu”. Dawno tak świetnej serii nie czytałam i z całego serca polecam tym, co lubią czytać na co dzień, tak jak ja. Ciekawa była także biografia o Księżnej Dianie. Na ogół za takie książki się nie biorę i w tym wypadku przyczyniła się tu ciekawość o jej historii. Całkiem niezła jest też seria o przygodach kostuchy i prywatnej detektyw Charley Davidson. W „Pierwszy Grób Po Prawej na pewno nie zabraknie zabawnych wątków.

ALBUMY
Oto moja piątka ulubionych a także tych mało zachwycających albumów 2016. Pojawiły się także trzy wyróżnione, które niby lubię, ale jednak nie są moimi ulubionymi. I jest też także opis, co najbardziej mnie zaskoczyło w tym roku.

Ulubione:

Rihanna – ANTI
Na ten album czekałam z niecierpliwością. I nie tylko ja. 5 lat przerwy u Ryhy to na pewno zaskoczenie. Ta babka ma ambicje i to wydawnictwo w pełni to pokazuje. Wokalistka porzuciła densowe, elektroniczne bity. Postanowiła zaryzykować i poczęstować fanów eksperymentem. Jest mrocznie, zadziornie a czasem nawet spokojnie dzięki minimalistycznym melodiom. RiRi pokazała swoje nowe, dojrzałe oblicze i udowodniła, że nie zależy jej na radiowych i komercyjnych hitach, które nie mają w sobie nic. Ja dzięki temu albumowi pokochałam Rihannę na nowo.

Panic! At The Disco – Dead of A Bachelor
Z tym zespołem zawsze miałam problem, bo od nich zawsze lubiłam single. Przy tej płycie coś się zmieniło. I nie tylko w moim nastawieniu. Brendon pożegnał się ze swoimi kolegami i na pokładzie został sam. Mógłby śpiewać pod swoim nazwiskiem, ale jak wiadomo ciężko porzucić wyrobioną markę. Krążek jest bardziej rockowy od poprzedniego. Robi wiele hałasu. Szaleństwa nie miara. I bardzo dobrze. Na dodatek jest wielobarwny i łączy ze sobą wiele muzycznych stylów. Od pierwszego przesłuchu okropnie mi się wkręcił. Jego słuchanie dla mnie to czysta przyjemność.

Gallant – Ology
Do alternatywnego R&B jakoś nigdy mnie nie ciągnęło. Do czasu, gdy natknęłam się na tego muzyka. Z ciekawości puściłam sobie debiutancki krążek amerykanina. Nie łatwo było przejść obok niego obojętnie. Potrafi nieźle obracać się między starszymi a nowoczesnymi brzmieniami. Może i facet czasem ma za bardzo wysoki ton głosu w niektórych piosenkach, ale najbardziej i tak zwraca się uwagę na muzykę. I to ona przyciągnęła mnie do tej płyty.

Kane Brown – Kane Brown
Nie przepadam za country i nie wiem jakim cudem sięgnęłam po tą płytę. Najbardziej przekonał mnie do tego singiel Hometown, w którym zakochałam się bez pamięci. Facet potrafi świetnie łączyć ten styl z… rapem. A nawet z odrobiną rock’a. Mieszanka wybuchowa. Jak na początek jest świetnie.

Tove Lo – Lady Wood
Nie mam pojęcia, co mnie skłoniło do przesłuchania tego krążka. Może ciekawość. Szczerze powiedziawszy to nie przepadam za piosenkarką i żadna jej kompozycja, oprócz Talking Body, z jej poprzedniej płyty nie spodobała mi się na tyle, żeby do siebie przekonać. A jednak sięgnęłam po to „drewienko” i jakież to było moje zaskoczenie. Zazwyczaj nie przepadam za takim rodzajem muzyki, ale tutaj jest ona świetnie wykorzystana. Serio, nieźle wciąga.

 

Wyróżnione:

James Arthur – Back From The Edge
Z James’em mam to samo co z John’em w tamtym roku. Niby ta płyta mi pasuje, ale jednak czegoś tu brakuje. Nie brakuje tu przyzwoitych, pop’owych kompozycji pełnych emocji. Niestety niektóre strasznie przynudzają i są sentymentalne. Niektórzy mówią na to, że artysta pokazuje tym swoją dojrzałość. Ja nie należę to tego typu ludzi i po prostu takie piosenki mnie wkurzają. Tutaj rządzi przede wszystkim wokal brytyjczyka. To on burzy ten spokój stworzony dzięki muzyce. Gdyby nie to, ubolewała bym nad albumem bardzo i to bardzo. A tak, mimo wszystko czuję przyjemność puszczając go sobie wieczorem.

DNCE – DNCE
Jeśli ktoś potrzebuje się rozruszać, to ten krążek jest idealny dla niego. Przy nim nie ma mowy o nudzie. Żywiołowość członków zespołu czuć w każdej nucie i przeżuca się to na słuchacza. Oczywiście są chwile wytchnienia, ale tu chodzi zdecydowanie o jak najbardziej szaloną zabawę! Widać, że warto czasem zaryzykować i zacząć wszystko od nowa. Joe podjął jak najbardziej dobrą decyzję.

Lindsey Stirling – Brave Enough
Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że gra na skrzypcach tak mi się spodoba! Dziewczyna po prostu uwiodła mnie tą muzyką. Klasykę zmieszała z nowoczesnym brzmieniem. I nie wyszło to wcale koszmarnie, jakby można by się spodziewać. Po prostu czysta magia. Wszystko idealnie do siebie pasuje. Trzeba też przyznać, że artystka ma też niezły wokal. Album jest różnorodny i słychać, że Lindsey nie boi się ryzykować.

 

Porażki:

Fifth Harmony – 7/27
Produkcja na wysokim poziomie… Ta płyta jest tak „pusta”, że mogłabym tańczyć słuchając jej tylko po pijaku. Na dodatek głosy członkiń zespołu nie brzmią najlepiej. Niektóre wypadają niczym skrzeki. Ciężko było całość przesłuchać. Nie pomogli tu nawet zaproszeni goście. Dziewczyny chyba za bardzo się pospieszyły z jego wydaniem, ale tak to jest, gdy robi się coś na siłę i na odwal się. A przynajmniej ja mam zawsze takie wrażenie co do nich.

Meghan Trainor – Thank You
Po rewelacyjnym debiucie spodziewałam się, że kolejny krążek także będzie świetny, zabawowy. Niestety już na samym początku single zapowiadały, że wyjdzie z tego niezły misz masz i kompletna nuda. Zero pomysłowości czy energii. Bez ładu i składu. Nie ma tu nic ciekawego.

Nick Jonas – Last Year Was Complicated
Po dobrym, solowym debiucie myślałam, że Nick pójdzie za ciosem i zaprezentuje coś jeszcze lepszego. Niestety tak to jest gdy ma się zbyt duże oczekiwania. Miał to być bardzo osobisty krążek a wyszły z tego jęki do poduszki, które ciężko znieść. Śmiech na sali. Jedyne co mi się podoba to okładka.

Bruno Mars – 24K Magic
Powrót po tylu latach i podarować swoim fanom jedynie 9 piosenek? Czemu nie… Szkoda tylko, że są tak marne, że w jednej trzeciej płyty chce się ją po prostu wyłączyć. Lata 90 w odrobinę nowoczesnym wydaniu nie sprawiły, że będzie to coś wyjątkowego. Wszystko spójne, bez wyrazu. Aż tylu karatowym złotkiem nie jest. Myślę, że stać go na o wiele więcej.

Charlie Puth – Nine Track Mind
Znany z hitu See You Again, Charlie niestety nie wykorzystał szansy przez niego mu danej i po prostu ją zmarnował. Ten krążek to prawdziwa porażka. Miało wyjść ładnie, w stylu retro, ale niestety coś nie wyszło. Ledwo wytrzymałam do końca. Serio. Jednak postanowiłam dalej w to brnąć, bo trzeba wiedzieć, co oceniać. Przy następnym razie może wyjdzie mu o wiele lepiej. I tego mu życzę, bo facet ma potencjał.

 

Zaskoczenie Roku:

Billy – I’m Not OK EP
Gdy zobaczyłam okładkę i przeczytałam, że tym razem jest to projekt tylko i wyłącznie Bill’a Kaulitz’a, bez jego ekipy, to przeszła mi przez momencik taka myśl, że jest to już koniec zespołu. Rozpadł się i nic nie będzie dalej z Tokio Hotel. A facet, po tylu latach postanowił grać solo. Na szczęście okazało się to tylko chwilową zmianą. EP’ka z pięcioma utworami ukazująca najczarniejszy moment w życiu niemieckiego wokalisty okazała się całkiem niezła. Jednak bez fajerwerków. I nie jest aż tak mroczna jakby po jego wypowiedziach się spodziewało. Ale każdy interpretuje swoje przeżycia inaczej.

 

The Worst and The Best Singles

Plastiki roku:

The Veronicas – In My Blood
Kiedyś dwie siostry, które grały pop-rock’a a dziś dziewczyny, które bawią się elektronicznymi brzmieniami, co niestety nie wychodzi im to najlepiej. Prawie każdy kawałek brzmi tanio a ten to już jest kompletnie jakąś masakrą.

Fifth Harmony – Work From Home ft. Ty Dolla $ign
Jeden z hitów roku. Fani tego girlsbandu oszaleli na jego punkcie. I nic dziwnego w tym, że ciągle był grany w radiu. Komercją czuć od niego na kilometr. Produkcja może i dobra, ale pokazuje ona, że dziewczyny są tylko marionetkami na sznurkach za które umiejętnie ciągnie Simon Cowell. I na koniec: co tam robi Ty Dolla $ign? Raczej jest tu zbędnym dodatkiem.

Kat DeLuna – Forever feat. Natel
Brzmi niczym tanie disco nowej generacji, XXI wieku. Piosenkarka śpiewa jak mała dziewczynka, która bawi się zabawkami. Gdzieniegdzie słychać dźwięk jakby magiczny pył unosił się w powietrzu. Zastanawiam się czy punktem docelowym były dzieci, nastlatki czy rzeczywiście dorośli ludzie… A ten facet śpiewa jakby chciał, ale nie mógł. Nigdy w życiu za coś takiego bym się nie zabrała. Ten utwór zdecydowanie nadaje się do śmieci. Chciałoby się na zawsze o nim zapomnieć.

John Newman – Olé
Ta piosenka złamała mi serce. Jak tylko zagrała w moich głośnikach od razu pomyślałam sobie: John, jak mogłeś mi to zrobić? Jak mogłeś iść w tym kierunku? Rozumiem, że artysta chce doświadczyć czegoś nowego, ale on i reggae jakoś mi nie pasuje. Mam nadzieję, że to tylko chwilowe nieporozumienie i brytyjski wokalista wróci do swego dawnego stylu. Jak ma dawać takie kawałki, to niech może na razie się schowa.

Fergie – M.I.L.F. $
Miał to być jeden z wielkich powrotów tego roku, po wielu latach nieobecności w muzycznym świecie. Ale coś poszło nie tak. Jeśli tak ma się zachowywać „mamuśka przyszłości” to ja jednak podziękuję za to. Niektórzy są zachwyceni, inni nie. Ja należę do tej drugiej kategorii i śmieję się z głupiego tekstu tej piosenki a najbardziej, gdy piosenkarka wymawia zabawnym głosem „You mutha fucka”.

Iggy Azalea – Team
Niby nazywają ją raperką, ale moim skromnym zdaniem ona w ogóle nie potrafi rapować. Choć Nicki nie lubię, to uważam, że ona jest o 130% lepsza od niej. Iggy po prostu nie potrafi wyrzucać z siebie słów niczym torpeda. Ta piosenka jest na to kolejnym dowodem. Na dodatek mam wrażenie, że słuchając tego czegoś, jej zależy tylko na lansie.

Lady Gaga – Perfect Illusion
Piosenkarka chciała się wyżyć i to zrobiła tworząc chaotyczny singiel, który moim zdaniem ciężko słuchać. W moim przypadku puszczony był o wiele razy za dużo. Prosty refren może i się nawet wkręcić tak, że będzie krążył w głowie, jednak linia melodyczna sprawia, że po prostu nie chce się tego czegoś słuchać. I co z tego, że ma w sobie duszę rock’a? Miało wyjść buntowniczo a okazało się męczącą klapą.

Alan Walker – Faded
Powiem krótko: największe g***o jakie w tym roku słyszałam. A może i kiedykolwiek.

The Chainsmokers – Closer  feat. Halsey
Kolejne coś z przyklaskami od czasu do czasu. Naprawdę takie rzeczy ciężko mi nie tylko komentować, ale też i brać się za ich słuchanie…

Pitbull – Bad Man ft. Robin Thicke, Joe Perry, Travis Barker
Mister World Coś Tam dalej szaleje i próbuje rozruszać ludzi na parkietach swoim muzycznym „arcydziełem”. Zaprasza wielu gości, by podgrzać atmosferę. Na mnie to nie działa ani trochę. A jak wiadomo w naszym świecie nigdy nie zabraknie takich pajaców, co myślą, że zdobędą sukces. Jedno trzeba przyznać: ten raper, jak on siebie zwie, zdobył go. I pokazał, że niektórzy naprawdę lecą na byle co.

 

Favy:

James Arthur – The Truth
Skierowany na amerykański rynek, wokaliście nie przyniósł tam sukcesu jakiego pewnie się spodziewał. Ja uważam, że to najlepszy kawałek w całym jego dorobku. Tyle emocji, to chyba jeszcze w żadnym utworze nie słyszałam. Zastanawia mnie tylko jedno: czemu wersja płytowa różni się od tej udostępnionej na YT? – Oto jest pytanie!

Rihanna – Kiss It Better
Wielu pewnie wybrałoby na to miejsce Love On The Brain, ale ja zdecydowałam się na ten, bo ten pierwszy naprawdę zaczyna mnie trochę denerwować. Piosenka jest w stylu lat 80. Czarują w niej gitarowe riffy. Muzyka jest bardzo zmysłowa. A głos RiRi jeszcze bardziej to potęguje. No po prostu cudo. Mogę się przy tym utworze rozpływać całymi dniami. Bardzo się cieszę, że został on singlem.

OneRepublic – Wherever I Go
Utwór został wybrany na pierwszy singiel z najnowszej płyty zespołu. Jest on przebojowy i idealnie sprawdził się w swojej roli, by zwrócić na siebie uwagę. Najbardziej urzekł mnie w piosence tekst. Choć jest dosyć prosty, to jednak jakże prawdziwy. A Ryan Tedder swoim wokalem oczywiście nie rozczarowuje.

Ariana Grande – Into You
To chyba jedyna piosenka gdzie, Ariana nie popisuje się aż tak swoim wokalem. I pewnie dlatego aż tak mi się spodobała. Klubowe,powolne rytmy na pewno zaciągnął na parkiet. Choć użyta tutaj elektronika powinna mnie razić, nie uciekam od tego utworu. A to coś znaczy.

Tokio Hotel – Something New
Kiedy tylko pojawiła się informacja, że zespół wraca ( i to po niemałej przerwie jak wcześniej) i opublikował nowy singiel, byłam w lekkim szoku. Jako fanka bardzo się ucieszyłam i byłam ciekawa, co też chłopaki znów wymyślili. Czegoś takiego się nie spodziewałam. Zaczynać promocję nadchodzącej płyty w wolnym stylu? Sporo ludzi na to raczej nie zwróci uwagi. Ale ja owszem. I to mnie urzekło. Ten powolny, lekki, tajemniczy rytm.

Olly Murs – You Don’t Know Love
Wcześniej nie znałam tego gościa, bo nie oglądam programów typu talent show. Może i gdzieś, kiedyś słyszałam jego piosenki, ale kompletnie ich z nim nie kojarzę. Przyszedł czas, że wreszcie jakąś zapamiętałam. I oto jest. Popowy banger z nutką elektroniki opowiadający o ciemnych stronach związku. Może tekst i trochę smutny, ale muzyka na pewno taka nie jest. Można nawet przy niej całkiem nieźle się pobawić.

The Weeknd – Starboy
W tym roku kanadyjski wokalista postanowił zostać gwiezdnym chłopcem. Z pomocą duetu Daft Punk nagrał więcej niż całkiem niezły elektroniczny kawałek zmieszany z alternatywnym R&B, gdzie w tle możemy usłyszeć ciekawy dodatek, czyli pianino. Mrocznego klimatu w nim nie brak.

Britney Spears – Slumber Party ft. Tinashe
Powrót Księżniczki Pop’u w dobrym stylu? No kto by się tego spodziewał… Jednak Bryta pokazała wszystkim, mimo tego, że już sama nie śpiewa, że jeszcze jakiś zapał w niej został i potrafi „stworzyć” coś, przy czym jej fani nie będą kręcić głową z kolejnego zawodu. Moim ulubionym kawałkiem z najnowszej płyty jest właśnie ten. Sądzę, że to przez rytmy reggae, a to w dorobku piosenkarki na pewno jest czymś nowy. W nowej wersji towarzyszy Brit Tinashe, która moim zdaniem jest tu i tak zbędna.

Shawn Mendes – Mercy
Kolejne lata, więc nastolatki potrzebują kolejnego bożyszcza. I oto się pojawił skądś tam z hitem. Ale nie dziś o nim. Ta piosenka jest o 1000 razy lepsza niż Stitches! Zaczyna się spokojnie, jednak refren to prawdziwa petarda. Wybucha tu pełno emocji a jak wiadomo bez nich nic by nie było. Po tym utworze widać, że chłopak ma talent. W końcu nie tylko gra na gitarze, ale też pisze teksty. Oby było od niego takich utworów więcej.

Jennifer Lopez – Ain’t Your Mama
Feministki na pewno są zadowolone z tego kawałka. Na mnie przesłanie tutaj nie działa, choć doceniam to, że J.Lo się w takie rzeczy angażuje. Mnie porwała raczej taneczna muzyka. Poza tym tekst szybko zostaje w myślach i po paru minutach idąc do kuchni (hah!) sobie po prostu nucę.

To ostatni post w tym roku, więc przy okazji chciałabym Wam, wszystkim czytelnikom życzyć wszystkiego najlepszego. Oby wasze plany zrealizowały się w następnym w 100 procentach! I nie zapomnijcie o marzeniach, bo bez nich ten świat byłby pusty.

See Ya in 2017!

Reklamy

34 uwagi do wpisu “Rebeliantowe podsumowanie 2016

  1. Twój komentarz trafił do SPAMu, a że nie wchodziłam na admina przez kilka dni (dopiero dziś weszłam), nie wiedziałam, ze coś czeka do zaakceptowania 🙂
    Ee nie lubić kogoś, bo się jest do niego podobnym (albo ten ktoś do ciebie)? 😀 Mam nadzieję, że nadejdzie czas, kiedy przestaniesz się tym tak przejmować 🙂
    Wiadomo, nie każdemu musi się podobać, bo on ma się podobać przede wszystkim mnie 🙂 Nadal jestem strasznie podjarana tym, że go zrobiłam i nie mogę przestać się na niego patrzeć 🙂 A gdzie masz tatuaż i jaki? 🙂 Moja tatuażystka też była zaskoczona, że wytrzymałam 6 godzin tatuowania, była pewna że w pewnym momencie powiem, że mam dość. Prawdę mówiąc myślałam nad tym. Bo przy kolorowym jest tak, że ona najpierw robiła mi kontury, potem czarnym cieniowała, a potem na to był nakładany kolor. I nakładanie nowej warstwy tuszu na podrażnioną skórę jest trochę boleśniejsze. No, ale dałam radę i może uda mi się w nowym roku zrobić drugi 🙂 Aczkolwiek w tym momencie mam inny priorytet 🙂

    Nie pozostaje mi nic innego, jak podziękować Ci za wszystkie komentarze, które zostawiłaś u mnie w tym roku i życzyć Ci wszystkiego najlepszego w 2017 🙂 Mam nadzieję, że i ja się ogarnę i w końcu uda mi się być w miarę na bieżąco z blogami 🙂 Chociaż łatwo nie będzie, bo ogarniam się tak już z 1,5 roku 😀

    Polubienie

  2. Bardzo ciekawe zestawienia. Też uwielbiam ,,Death of a Bachelor”. Fajnie, że koncert Rihanny bardzo Ci się podobał i dzięki niemu otrzymałaś mnóstwo pozytywnej energii i motywacji.
    Lubię czasem posłuchać Lindsey Stirling, jej muzyka jest magiczna.
    Tak, Fifth Harmony i Bruno Mars to zdecydowanie porażki roku.
    M.I.L.F.$ jest okropne, aż szkoda mi Fergie…

    Szczęśliwego Nowego Roku!

    Nowa recenzja: Fifth Harmony ,,7/27″. Zapraszam, http://www.Music-Rocket.blogspot.com

    Polubienie

  3. Ja jakoś nie mogę wskazać nikogo kto szczególnie mnie w muzyce zaskoczył, wzruszył czy wprawił w euforię, mam wrażenie, że nic się genialnego nie urodziło. Trochę jestem tym 2016 rokiem rozczarowana…. a może mam coraz większe wymagania? Zobaczymy co przyniesie rok 2017. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku 🙂

    Polubienie

  4. Rok 2016 przyniósł nam parę perełek, ale mogło być jeszcze lepiej. Zestawienie super, dobrze się czyta. Lubię Jennifer Lopez piosenkę, wpada bardzo szybko w ucho. Nie wiedziałam że Tokio Hotel powróciło, ale nigdy mnie nie ciągnęło żeby ich słuchać. Pozdrawiam

    http://spicetki.blog.pl/

    Polubienie

  5. Według mnie dwa najbardziej irytujące single 2016 to „NO” Meghan Trainor i „Perfect Ilussion” Gagi. Lubiłam „Team” Iggy Azalea, ale szybko mi się znudziło. I – uwaga – przekonuje się do „M.I.L.F.$”. Mogę policzyć na palcach jednej ręki, ile przeczytałam książek w tym roku, ale za to obejrzałam 99 filmów.
    U mnie nowa notka, zapraszam i pozdrawiam. 🙂

    Polubienie

  6. Hej 🙂 Na początku, chcę Ci życzyć wszystkiego najlepszego z okazji 24 urodzin… Zdrowia, Szczęścia i dużo wytrwałości w prowadzeniu bloga!
    A teraz sama napiszę Ci moje własne podsumowanie 😀

    ZALICZONE KONCERTY: The Pretty Reckless
    PRZECZYTANE KSIĄŻKI: 19
    ALBUMY: Tarja – The Shadow Self
    Alicia Keys – HERE
    Epica – The Holographic Principle
    Norah Jones – Day Breaks
    Ryśka – ANTI

    FAVY: Tarja – Innocence
    Delain – Danse Macabre

    FLOPY: Work From Home, Work Ryhy

    WYRÓŻNIONE: Leonard Cohen – You Want It Darker
    David Bowie – Blackstar
    TPR – Who You Sellin’ For?

    PORAŻKI: Fith Harmony – 7/27
    Tove Lo – Cool Girl
    Virgin – CHONI
    JoJo – Mad Love
    Gwen Stefani – This Is What The True Feels Like

    ZASKOCZENIE ROKU: Lady GaGa – Joanne ex aqueo z Ryśką i Antkiem

    Polubienie

    • Dziękuję bardzo za życzenia. 🙂
      Na TPR wybieram się za jakiś tydzień i zobaczę jak wypadają na żywo. Nie mogę się już doczekać.
      Co do porażek… zgadzam się z wybraniem 7/27, Mad Love i TIWTTFL. Gwen niestety nie popisała się. Nie wiem jakim cudem ten krążek zebrał dobre recenzje.

      Polubienie

  7. Bardzo ciekawe zestawienie, przyjemnie się czytało 🙂
    Przyznam się szczerze, że mi album Charlie Puth – Nine Track Mind nawet się podobał, choć może mam zbyt małego wymagania wobec artystów xD

    mlwdragon.blogspot.com

    Polubienie

  8. Gratuluję włożonej pracy w zrobienie wszechstronnego podsumowania. Mocno różni się ono od moich podsumowań dostępnych w kilku topicach na moim blogu. Tak na początek mała uwaga – Faded wyszło w 2015 roku, ale może się wielu mylić tak jak Hello Adele 🙂 – było przcież hitem też w 2016 roku 🙂 Ja zdecydowanie wolę takie Faded od przytoczonej przez Ciebie płyty Country Kane Brown – taki mało country a bardziej pop – zwykły pop 🙂 Mam też problem z zachwytem ludzi nad albumem Tove Lo – rzadko zdarza mi się, żeby nic mi się zupełnie nie podobało,a z tą płytą tak jest 🙂 Fajnie, że zostały wyróżnione utwory Weeknd, Britney i Olly Murs. J. Lo bym nie wyróżniał… właściwie zrobiła podobny żart muzyczny jak Fergie 🙂 Moim zdaniem dowcip Fergie wyszedł śmieszniej 🙂 Pozdrawiam. Zapraszam do mnie 🙂 Będę zaglądał
    Co do wyróżnionego • James Arthur – Back From The Edge album nie zachwycił mnie, ale spodobały mi się 2 utwory, więc nie jest źle. Jak dla mnie najlepszą płytą z Twojego top 5 jest Anti Rihanny 🙂
    Wielu ludzi krytykuje nową Fergie – a ja traktuję ten jako fajny dowcip muzyczny i mnie się podoba!
    Zgadzam się co do John Newman – Olé – bardzo mnie zawiódł – oddala się takimi singlami od wielkiego sukcesu swojego debiutu…Powinien przemyśleć 2 razy zanim coś wyda 🙂 ma przecież wielki talent…

    Polubienie

  9. Trochę się rozpisałaś, ale przy podsumowaniach tak już jest. Ja w końcu napisałam (i opublikowałam) książkowe, a filmowe przede mną, a obejrzqłam jakieś 2-3 razy więcej filmów niż przeczytałam książek. Niestety 2016 rok – jeśli chodzi o muzyczny świat – był kiepski, że nawet jakbym chciała to nie miałabym z czego zrobić podsumowania 😦
    Album RiRi musialabym w końcu przesłuchać. W radiu słyszałam jej single i nawet nawet mi się podobają. Co do Lindsey, tego albumu jeszcze nie znam, ale przesłuchałam poprzedni „Shatter Me” i go polecam. Polecam również Davida Garretta (wiem, trochę nim zanudzam, ale on jest genialny!) – na „Explosive” też łączy klasykę m.in. z elektroniką, na poprzednich albumach (nie licząc tych typowo klasycznych, bo takie też wydaje) łączy rock lub pop z klasyką. I za to go uwielbiam. No i covery jakie robi ❤ moim zdaniem w wielu przypadkach są lepsze niż oryginał 🙂
    EPki Billa jeszcze nie słuchałam, kiedyś to nadrobię. Nowy utwór TH mnie nie zachwycił, ale może to jeden z tych, które muszę przesłuchać kilka razy żeby go docenić. Piosenka J. LO jest bardzo fajna, faktycznie nie chce wyjśč z głowy. Zawsze cieszę się jak leci w radiu 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s