RECENZJA: Gerard Way – Hesitant Alien

Po rozpadzie My Chemical Romance w 2013 roku, Gerard Way zajął się solową karierą i rok później podzielił się ze światem swoim pierwszym solowym albumem Hesitant Alien. Muzyk sam napisał teksty piosenek i zajął się jego produkcją z małą pomocą. I oczywiście pożegnał się z wizerunkiem emo, który przodował przy MCR. Poszedł bardziej w stronę Britpopu i zainspirował się David’em Bowie’m. Wyszło bardziej kolorowo i przebojowo. Ale czy nie wyszło kiczowato? Postanowiłam przypatrzeć się temu bliżej.

Ostatnio, przez wiele dni siedziała mi piosenka Millions i nucąc ciągle „A million reasons but I need a million more” postanowiłam wziąć się za recenzję tego krążka. Kawałek w stylu lat 60 szybko się wkręca, o czym sama się przekonałam. Może to dlatego, że jest to najbardziej pop’owa propozycja od wokalisty, która się tu znajduje. I pewnie dlatego została wybrana na drugi singiel. Ale nie ma żadnych obaw, bo charakteru dodają jej perkusja i gitary. Kolejny utwór, który także nuciłam idąc ulicami powtarzając bez przerwy „Do you miss me? Cuz I miss you” jest Action Cat. Tutaj jest bardziej rockowo i garażowo. Wprost czadowo i energicznie. Z garażowymi wstawkami jest też No Shows. Melodia tu jest bardziej słodka a głos Way’a został lekko przerobiony przez urządzenia. Ja osobiście za takim bawieniem się nie przepadam.

The Bureau, który znajduje się pierwszy na trackliście płyty, zapowiada się mrocznie dzięki mocnemu brzmieniu. Punk i rock zdecydowanie w nim rządzą. Nie brakuje mu teatralności. Dla fanów My Chemical Romance na pewno jest niezłym smaczkiem. Szkoda, że jest taki krótki. Hardkorowo jest też przy Juarez. To właśnie kawałek, który najbardziej się tu wyróżnia i brzmi jakby nie pasował do reszty. Piosenkarz dał się ponieść i bardziej wrzeszczy niż śpiewa. Nie ma zamiaru płakać jako emo-chłopiec. No i znajdziemy tu jeszcze więcej gitar. Podobnie jest w alternatywnie rock’owym Zero Zero, gdzie Gerard wyładowuje całą nagromadzoną w sobie złość. Tekst nie jest jakiś wybitny, ale wpasowuje się w normy.

Jeśli ktoś chce odrobiny spokoju, powinien puścić sobie jeden z moich ulubionych kawałków – Brother oraz Drugstore Perfume. Pierwszy z nich jest dedykowany bratu wokalisty, Mikey’owi. Opowiada on o skomplikowanej relacji. Przede wszystkim uwagę słuchacza zwraca tu część liryczna, która po prostu wzrusza. Jedyne słowo na jego określenie, które przychodzi mi do głowy to „perfekcyjny”. Natomiast druga kompozycja to ballada o mocnych wstawkach. Przypomina ona stare czasy. Wyluzować da się też przy Get The Gang Together, choć w porównaniu do dwóch poprzednich utworów jest odrobinę bardziej dynamiczny dzięki glam rock’owemu zabarwieniu.

Od pierwszego przesłuchu ten album zaspokoił w pełni moje oczekiwania. Nie czuję się ani trochę zawiedziona. Natomiast fani My Chemical Romance jeśli się otworzą, także go docenią. Gerard pokazał nowe oblicze no i przede wszystkim swój multitalent. Dla mnie nie ma tu złych utworów. Nie będę jednak ukrywać, że najbardziej przypadła mi do gustu pierwsza część płyty. Ale reszta także jest niezłymi smaczkami. I założę się, że jeszcze przez długi czas będę męczyć ten krążek. Przy nim nie da się nudzić, dzięki głośności i przebojowości. Dzięki tym piosenkom mam w sobie więcej energii. Także wielkie brawa dla pana Way’a.

Najlepsze: Brother, Action Cat, Millions, The Bureau, Zero Zero
Najgorsze:
Ocena: Star_full.svgStar_full.svgStar_full.svgStar_full.svgStar_full.svg11px-Star_empty.svg

Reklamy

54 uwagi do wpisu “RECENZJA: Gerard Way – Hesitant Alien

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s