RECENZJA: Demi Lovato – Tell Me You Love Me

Są wokaliści i wokalistki na tym świecie, którzy mnie kompletnie nie interesują a mimo to jakoś tak gdzieś przelatuje mi ich muzyka. Jedną z nich jest właśnie Demi Lovato. Niesamowicie rzadko napotykam się z jej twórczością. Ostatni jej album Confident, był pierwszym z jakim miałam w pełni styczność. I nawet wysoko go oceniłam. Dziś sądzę, że ta ocena byłaby kompletnie inna – niższa. Ale wróćmy do teraźniejszości. Była gwiazdka Disney’a zapowiadała szósty album Tell Me You Love Me jako swój własny Stripped. W takim razie jak to jej tym razem wyszło? I czy sprawiła, że wreszcie coś od niej zapamiętam?

Najpierw wita nas Sorry Not Sorry, jeden z najgorszych moim zdaniem singli tego roku. Piosenka (a także teledysk) ukazują całą kiczowatą stronę piosenkarki. Zabawy z electro-pop’em wyszły jej na złe. Po pijaku, przy niezłej zabawie może i by się jakoś wkręcił. Nie ma w nim nic wartościowego. Totaly badziew, jakich jest wielu. Na szczęście to tylko zmyłka, bo potem jest coraz lepiej. Kolejny singiel i jeden z najlepszych kawałków na płycie, tytułowy Tell Me You Love Me wyróżnia się na tle innych gospelowym rytmem. Power ballada, w której Demi dała się po prostu ponieść emocjom. Aż chce się kawałków w takim stylu więcej!

Album na samym początku może wydawać się wypełniony tylko wolnymi kompozycjami, jednak tak nie jest. Rozkręca go między innymi synthpop’owe Daddy Issues, który bębni w głowie i może lekko męczyć. Radosne i zmysłowe jest Sexy Dirty Love. Niestety mnie swoim old-school’owym rytmem do siebie nie przekonuje. Ot, wlatuje i wylatuje z pamięci. Przyjemnie robi się przy Only Forever. Słuchając go czuję się bardzo rozmarzona. Wręcz można popaść w stan melancholii.

W You Don’t Do It For Me Anymore panna Lovato rozlicza się raz na zawsze z przeszłością. Utwór hipnotyzuje wolną melodią i szczerym tekstem. No i oczywiście wokalem. Piosenkarka brzmi tu niczym prawdziwa diva. Jest tu kompozycja w której wprost zakochałam się od pierwszego usłyszenia. Aż jestem w szoku. I jest nią Cry Baby. Kolejna ballada z dużą dawką mocy i emocji. Pewność siebie przebija tutaj smutek. Zaczyna się grą na pianinie, by potem przejść do lekko mocniejszych brzmień okraszonych riffami elektrycznej gitary. Tak, tak i jeszcze raz tak! Coś czuję, że zostanie ona ze mną na baaardzo długo. Z czystym sumieniem wyznam, że wprost wielbię tą piosenkę.

Amerykańska wokalistka postanowiła również pobawić się R&B. Do utworu Lonely zaprosiła Lil Wayne’a. Raper jest jedynym gościem na płycie. I niestety najlepiej by było, jakby jego wstawka została kompletnie wycięta, bo żadnego ubarwienia sobą nie wnosi. Słabo, wręcz obojętnie i nijako na tle innych wypadają dla mnie także dwa ostatnie kawałki Concentrate oraz Hitchhiker. Brzmią prawie tak samo. Gitarka, melodia w pozytywnym rytmie… Gdyby, nie tytuły, to chyba bym ich nie rozróżniła.

Najnowszy krążek Demi to nowy rozdział w jej karierze i krok do przodu. Może nie jest wybitny, ale przede wszystkim nie razi w pełni kiczem. Ma w sobie delikatność i pewien czar. Przyznaję, na początku wydawał mi się on nudny i zbyt prosty. Za dużo tych balladek i tak dalej… Po kolejnych przesłuchaniach coś jednak do mnie dotarło i udało mi się docenić. Efektem tego jest to iż jestem pewna, że niektóre piosenki zostaną ze mną na dłużej. Wokalistka obnażyła się przed słuchaczami. Pokazuje tu swoje dojrzalsze, szczere oblicze i przede wszystkim umiejętności wokalne. A trzeba przyznać, że jest czego pozazdrościć. Zaskoczenie jest. I to jak najbardziej pozytywne. Wpadki są, oczywiście, ale nie rażą aż w tak wielkim stopniu po uszach. I za to brawo.

Najlepsze: Cry Baby, Tell Me You Love Me, Only Forever, You Don’t Do It For Me Anymore
Najgorsze: Sorry Not Sorry, Daddy Issues
Ocena: Star_full.svgStar_full.svgStar_full.svgStar_full.svg11px-Star_empty.svg11px-Star_empty.svg

Reklamy

14 uwag do wpisu “RECENZJA: Demi Lovato – Tell Me You Love Me

  1. Ja nie jestem aż taką przeciwniczką „Sorry not sorry”, chociaż klip rzeczywiście słaby, aż mnie zdziwiło, że Demi się na coś takiego zdecydowała. Reszta piosenek jak dla mnie zwyczajna, lekki pop do posłuchania i zapomnienia.

    Polubienie

  2. Demi potrafi nagrać fajne utwory, ale zdarzają się jej też totalne koszmarki. Nową płytę może raz słuchałam, nie wiele z niej pamiętam, ale zdecydowanie bardzo lubię „You Don’t Do It For Me Anymore” i był czas, że często to sobie włączałam 🙂

    Co do „Złych mamusiek” – jeśli lubisz od czasu do czasu włączyć sobie jakiś odmożdżacz, jest szansa, że Ci się spodoba 😉 Jak pisałam, niektóre sceny są tak głupie, że aż śmieszne 😉

    Polubienie

  3. Pamiętam, że słuchałam „You Don’t Do It For Me Anymore” i nawet zrobiło ono na mnie wrażenie. Nie zmienia to faktu, że raczej nie jestem zainteresowana jej muzyką.
    U mnie nowy wpis, zapraszam i pozdrawiam.
    PS. pisz częściej. 😦

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s