Relacja z koncertu Shakiry

Długo mnie tu coś ostatnio nie było, ale przez pewien czas po prostu nie chciało mi się pisać na blogu. Nie miałam pojęcia o czym. Kompletny brak veny doskwierał mi, gdy za coś się brałam. Jednak ostatnio złożyła się okazja, by coś dodać i której po prostu nie mogłam przegapić. I oto jest. Zapraszam Was serdecznie do przeczytania relacji z koncertu Shakiry, który odbył się 11 czerwca w O2 Arena, w Londynie.

Bardzo lubię Shakirę jako osobę i jej piosenki. A teledyski, gdzie tak świetnie tańczy… Kosmos. I choć ostatnia płyta El Dorado nie przypadła mi do gustu, to jednak stwierdziłam, że wybiorę się na jej koncert. Chciałam posłuchać jej największych hitów. Bilet kupiłam 10 dni przed wydarzeniem (taki prezent na Dzień Dziecka), więc nie zdobyłam jakiegoś super extra miejsca. Ba! Siedziałam na trybunach tak wysoko, że po raz pierwszy odczuwałam lęk wysokości. Ale przejdźmy do rzeczy…

Show otworzył kompletnie mi nie znany DJ Selva. Zagrał przez jakąś godzinę radiowe hity, jednak ja za bardzo nie zwracałam na niego uwagę. Shakira pojawiła się trochę spóźniona, ale wybaczam. Koncert zaczął się od piosenki Estoy Aqui. Zremixowany został z Dónde Estás, Corazón?. Trochę nietypowy, „stary wybór” jak na początek. Oba utwory pochodzą z płyty Pies Descalzos. Od razu posypało się konfetti i cała arena mieniła się złotem. W końcu musi się coś kojarzyć z legendarną krainą pełną złota. potem przyszedł czas na She Wolf. Piosenkarka na chwilę, dla efektu, przykuła się do sceny kajdankami. Kiedy w utworze był moment „Awhooo!” poprosiła żeńską część publiczności, by wraz z nią zawyła niczym stado wilczyc.

Pierwszym kawałkiem z ostatniego albumu El Dorado, który został zaprezentowany była ballada Nada. Kolumbijka wprost poraziła mnie swoim głosem przy jej wykonaniu. Następny był Perro Fiel. Przyznam szczerze, że za bardzo nie kojarzę utworów z tej płyty, chociaż przesłuchałam ją parę razy. Jakoś nie zapisały się w pamięci. I tak jak wcześniej wspomniałam, może dlatego, że nie polubiłam jej aż tak jakbym chciała. Oczywiście nie zabrakło Chantaje. W końcu to wielki hit na świecie. Słodkie było natomiast wykonanie Me Enamoré, dedykowane mężowi artystki, Gerard’owi Pique.

Dużo sentyment poczułam, gdy Shakira zaczęła śpiewać Underneath Your Clothes i Whenever, Wherever. Przy La Tortura (wielbię) już kompletnie mnie wciągnęło. La La La oraz Waka Waka totalnie mnie rozruszało. Nooo… Nie tylko mnie. Cieszę się, że było też Can’t Remember To Forget You. Po zakończeniu wzruszającego i pięknego Toneladas Shak przeszła w różowej sukience z małej scenki do głównej przez tłum fanów. Przytulała ich i całowała w policzki. Szok. Czułam zazdrość, że nie jestem tam na dole. Naprawdę. Żałowałam, że mnie tam nie było i że nie mogłam jej dotknąć.

Kocham Hips Don’t Lie. Zielono-różowe światła sprawiły, że czułam się w jakimś clubie. Piosenkarka przy tym utworze naprawdę pokazała, co potrafi robić z tytułowymi biodrami. Pożegnalnym utworem został natomiast La Bicicleta nagrany we współpracy z Carlos’em Vives.

To był naprawdę świetny koncert. Shakira na żywo naprawdę daje czadu. I na gitarze i na perkusji. Zjawiskowo tańczy i ma ten swój świetny, charakterystyczny głos, którego nie można pomylić z żadnym innym. Na dodatek jest śliczna, naturalna. Ciągle się uśmiechała do publiczności. Zobaczyć jak wywija ciałem na scenie to na prawdę coś niesamowitego. I choć nie zaśpiewała piosenek, na które najbardziej czekałam – Objection, Don’t Bother, Coconut Tree (wielu w recenzjach pisało, że to jakaś okropna pomyłka, ale ja serio lubię ten kawałek) to jestem w pełni zadowolona. Mnie w całości rozgrzała swoim show i co najważniejsze: sprawiła, że nie siedziałam na trybunach w bezruchu, tylko w rytmie muzyki o dziwo zaczęłam tańczyć. Nie tylko ja. Wprost cała arena.

 

SETLISTA
Act I
Estoy aquí
¿Dónde estás corazón?
She Wolf
Si te vas
Nada
Perro fiel
Underneath Your Clothes
Me enamoré
Inevitable
Chantaje

Act II
Whenever, Wherever

Act III

Amarillo
La tortura
Antología
Can’t Remember to Forget You
Loca
Rabiosa

Act IV
La La La (Brazil 2014)
Waka Waka (This Time for Africa)

Encore:
Toneladas
Hips Don’t Lie
La bicicleta

Reklamy

14 uwag do wpisu “Relacja z koncertu Shakiry

  1. Nawet nie wiesz, jak bardzo ci zazdroszczę. Liczyłam, że jej trasa obejmie Polskę, ale niestety się przeliczyłam. Może nie nazwałabym siebie wielką fanką Shakiry, ale lubię wracać do jej piosenek. Poprawiają humor. A wybranie się na jej koncert to moje wielkie marzenie.

    Nowy wpis na the-rockferry.pl

    Polubienie

  2. Nie jestem ogromną fanką Shakiry, ale chętnie wybrałabym się na takie widowisko. To musi być świetne przeżycie.
    Zapraszam na nowy wpis.
    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  3. Moja ulubiona piosenka Shakiry to od lat niezmiennie „Ojos Asi”, ale widzę, że jej też nie wykonała.
    Ale na widowisko też bym się pewnie kiedyś wybrał 🙂

    Pozdrowienia!

    Polubienie

  4. Nie jestem może wielką fanką Shakiry, a jej hiszpańskojęzyczne tytuły niewiele mi mówią, to biletem na koncert bym nie pogardziła. Twoje miejsce wcale nie było najgorsze (chyba, że to aparat), scena też wyglądała całkiem fajnie.
    U mnie nowy wpis, zapraszam i pozdrawiam. 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s